Na mojej działce (II) 9 – Tulipany

            Tulipany na działce się kończą. Julian Tuwim pisał: „Zbrodnia to niesłychana. Tulipan tuli pana”. Przestają tulić. Pamiętam początki tulipanów w moim rodzinnym ogrodzie. Miały dwa kolory – czerwony i żółty, i jeden kształt. Teraz, gdy idę aleją to widzę wiele odmian i cały kalejdoskop barw.  Czerwone i żółte także są tam, gdzie troska o działkę jest mniejsza. Albo tam, gdzie dominuje tradycja. Po różnokolorowych przeszły takie, które łączą dwie barwy w postaci pasków, obrzeży. Niekiedy udanie, niekiedy pstrokato. Ustawicznie zresztą pojawia się coś nowego. Każdy rok przynosi zmiany.

            Lubię tulipany z dwóch powodów. Po pierwsze, bo kolorowe. A z kolorami na działce jest tak, że pojawiają się one po zimie wraz z krokusami, ale krokusy kolorów też mają niewiele – są żółte, niebieskie i fioletowe. Dopiero tulipany ubarwiają prawdziwie wiosnę. Po drugie, gdy kwitły krokusy wiosna miała jeszcze bliskie kontakty z zimą. Wiosna stawiała pierwsze kroki. Na krokusy mógł jeszcze spaść śnieg i nikogo by to nie dziwiło. Wraz z tulipanami bliżej wiośnie ku latu. Śnieg na tulipanach to już anomalia.

            Barwy – jak się rzekło – to sens tulipanów. Nasze zimowe stroje są usypiająco szare. Płaszcze, kurtki, kożuchy są przeważnie w ciemnych odcieniach. Lato jest żywe, kolorowe. Tulipany to zapowiedź czekających nas kolorów lata. Są wielobarwną pieśnią śpiewaną nieśmiałemu jeszcze słońcu, zachętą dla kolorów kwitnących drzew owocowych, intrygującym zaczęciem korowodu letnich wcieleń. Dlatego lubię tulipany. Otwierają bowiem drzwi wszystkiemu, co dobre, a co jest dopiero przed nami, co nas czeka. Bo szczęściem w jakimś stopniu jest nie tylko to, co teraz, a również to, co jutro ma być. Szczęście to także oczekiwanie dobra, a nie tylko realizacja.

            Sadzimy zwykle kilka setek tulipanów. Najulubieńsze kolory to różne odmiany fioletu, aż do czerni i odmiany bieli, choć poza czerwonymi wszystkie są ładne. Gdy idzie o kształt to najwykwintniejsze są liliokształtne. A nazwy mają wyszukane, niekiedy trącają o politykę, niekiedy są dowcipne, ale nie staramy się tego pamiętać. Zresztą one też nie mają pamięci. Posadzone na następny rok te same cebule nie pamiętają kolorów. Nie powtarzają ich.

            Niestety nie wszystkie tulipany akceptuję. Nie podobają mi się tulipany pełne, bo przypominają inne kwiaty – piwonie, a więc zatracają swoistość. Udają coś, czym nie są. Podobnie nie budzą mojej aprobaty tulipanów wielokrotnych, gdzie na jednej łodyżce osadzonych jest kilka kwiatów.

            Zazwyczaj nie zrywamy tulipanów z grządki. By mieć je w domu po prostu kupujemy. Szkoda nam umniejszać piękna działki. Sadząc jesienią wyobrażamy sobie to, co dane nam będzie wiosną. Więc wiosną konsumujemy jesienne marzenia.

            Właśnie wiosną blisko czterdzieści lat temu dostaliśmy naszą działkę. Była porośnięta wysoką trawą z mnogimi, czerwonymi tulipanami. Ten widok noszę wciąż ze sobą. A właśnie tulipany się kończą. Przestają tulić pana.

Bartłomiej Kozera