Na mojej działce (II)24 – Róże

Przez wiele lat nie było na naszej działce róż. To zawodowcy w pięknie i zapachach, a my lubujemy się w amatorach. Preferujemy piękno niepewne, zagubione lub ukryte. Przykładem może być nasza miłość do funkii. Mamy ich ze dwadzieścia odmian i ciągle odczuwamy niedosyt, więc ciągle poszukujemy nowych. I cieszymy się, gdy odkryjemy coś nieznanego.

Aliści róże licznie występują u sąsiadów i stamtąd się do nas wdzięczą. I skusiły. Mamy więc w tym roku różę pnącą w kolorze różowym, czyli klasykę. Właśnie teraz wystrzeliła feerią różowości.

Nie ma róży bez kolców – głosi przysłowie. Każda rzecz, mówiąc inaczej, oprócz zalet ma i wady. Prócz plusów zawsze są i cechy ujemne. Tak jest i z ludźmi: każdy człowiek ma wady, a niektórzy mają nadto zalety. Kolce róż nie są uciążliwe, gdyż wiemy, że są. Zło spodziewane nie jest takie złe, bo potrafimy się do niego przygotować. Może dlatego od wieków wszelkie przepowiednie przyszłości przewidywały nadciągające zło. Prorocy wieszczyli gorsze czasy, by utrzymać ludzi w pogotowiu. Dzisiaj miejsce proroków zajęły prognozy. Ich pesymizm natomiast pozostał. Bo to coś innego, gdy my zbliżamy się do zła, niż gdy zło zbliża się do nas. Tylko to ostatnie zaskakuje.

A poza tym zło jest twórcze, dobro natomiast jałowe. Gdy spotka nas coś dobrego nie mamy żadnych myśli, prócz tej jednej, by spotykało nas dalej. Dobro jest bezrefleksyjne dlatego że oczywiste. To zupełnie jasne, dlaczego przytrafiło się nam dobro. Coś innego natomiast się dzieje wtedy, gdy spotka nas zło. Natychmiast pytamy: skąd zło? Jak je przezwyciężyć? Jakie ma konsekwencje?  Zło wywołuje natłok myśli, przez co rozwija nas.

Kolce róż są właśnie po to, aby te kwiaty nie były nudne, by przy nich nie zasnąć, by uważać, gdy się je bierze do ręki.

Piękno róż jest zrozumiałe, więc dla każdego są piękne. Tkwi ono w delikatnym kolorze, subtelnych płatkach. W ich strukturze. Kształcie. Jawna urokliwość. A jednak nie przemawia do nas. Zbyt piękne. Aż banalne. To tak, jakby się zachwycać linią prostą. To prawda, że jest piękna, ale jak długo można ją kontemplować. Tym bardziej, że może to być początek tragedii: dwie linie proste, równoległe zakochane, zachwycone  swoim pięknem. Przecież nigdy się nie spotkają, będą zawsze biec obok siebie.

Jak się rzekło lubimy z Żoną piękno złożone, a może nawet ukryte. Takie, którego trzeba się domyślać. Dlatego pociąga nas sztuka współczesna, a nie przepadamy za klasyczną. A róże to taka klasyka, jak Mozart czy Rembrandt.

A jednak ludzie kochają róże. Istnieje bowiem w nas potrzeba obcowania z pięknem. Sądziłem kiedyś naiwnie, że jak się Polacy wzbogacą, to będą chodzić liczniej do filharmonii czy galerii. Okazało się, że ta potrzeba spełniana jest w zgoła nieprzewidziany sposób. Oto jej realizacją są wycieczki zagraniczne, konkursy piękności cielesnej – miss i mister, czy artystycznie oprawione imprezy sportowe. A galerie owszem są licznie odwiedzane, bo słowo to całkowicie zmieniło swój sens.

A nasza róża ma się dobrze. Być może jest zazdrosna o funkie. Choć nie jestem pewien, bo jak ją znam, to ona kocha się w sobie. Jak nasze narcyze.

Bartłomiej Kozera